Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TURYSTYCZNIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TURYSTYCZNIE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2009

Polacy po hiszpańsku :)



Dzięki dobrodziejstwu unijnych programów miałam okazję spędzić w Hiszpanii kilka dni. I to praktycznie za pół darmo ;)
Jak znajdę trochę czasu, to najładniejsze zdjęcia wylądują na fotoblogu.

Teraz jednak, chciałam wspomnieć o kilku zabawnych wnioskach, jakie wyłuskałam z rozmów z grupą przesympatycznych Hiszpanów - Pablem, Santiago i Dawidem.


Jak nas widzą inni?

Po pierwsze - Polska jest bardzo zimna. Na domiar tego, temperatura odbija się na naszym charakterze. Bo o dziwo, nie chcemy z nikim rozmawiać czekając na autobus czy przechadzając się po sklepie. W Hiszpanii jeśli dwie osoby rozmawiają, śmieją się i przytulają co chwilę, wcale nie muszą być przyjaciółmi. Mogli się poznać parę minut wcześniej ;)
Czyli po prostu Polacy to gbury i mruki :>

Po drugie - Nie ma w Hiszpanii takiego imienia, jak Paulina ;) Dlatego mnie kojarzyli tylko z jakąś meksykańską piosenkarką, Pauliną Rubio.

Po trzecie - "Żubrówka", nawet rozcieńczona z sokiem jabłkowym i cynamonem, jest dla Hiszpana nie do przełknięcia. Krztuszą się, poklepują po mostku ... Delikatni są na alkohol jak nie wiem co ;) Ale z kolei ja, za tradycyjnie przyrządzoną sangrię dałabym się pokroić!

Po czwartek - Dlaczego Polacy są tacy zestresowani? Po co im ten pośpiech? Przecież wszystko można zrobić wolniej albo jutro. A na umówione spotkanie nie ma co przychodzić punktualnie. Wieczne"Manana, manana" :)


niedziela, 7 czerwca 2009

Lublin


Obraz miasta już lekko mi się zaciera. W końcu byłam tam 2 miesiące temu...
Czemu o nim więc piszę? Żeby szybko nie zapomnieć kilku drobiazgów, które absolutnie mnie urzekły...

Drobiazg pierwszy - cudowne murale. Na każdym kroku można natknąć się na "sprayowe" cuda. Najbardziej urzekła mnie Matka Boska, którą znalazłam z kumpelą w wąskim przejściu pomiędzy dwoma domami. Że tez komuś chciało się wycinać taki ażurowy wręcz szablon.

Drobiazg drugi - Starówka to inny świat. Po pierwsze dlatego, że niewiele jest w centrum zaparkowanych samochodów. Za wąsko (i dobrze!). Po drugie, nie ma takich bardzo agresywnych szyldów, reklam i innego śmiecia. Wszystko to sprawia, że Lublin nocą jest po prostu magiczny. Jak z innej epoki.

Drobiazg trzeci - Niezwykle klimatyczna naleśnikarnia, do której wzięła mnie Kasia i Magda. Takich naleśników jak tam, jeszcze nigdzie nie jadłam :) A jaki wystrój ! - przy każdym stoliku, za szybką, był maluteńki pokoi z jeszcze mniejszymi mebelkami. Łuk, którym przechodziło się z jednej sali do drugiej, był "wytapetowany" ziarenkami kawy!

Drobiazg czwarty - Widok z dachu szpitala, do którego weszłyśmy po 23.00! Portier nawet na nas nie kiwnął ;)

niedziela, 20 lipca 2008

Luboń Wielki (1022 m n. p. m.)


Żaden ze mnie traper ( z M. też nie ;) - ale od czego jest młodzieńczy zapał i wakacje? :)
Wpadliśmy więc na pomysł, żeby pozwiedzać trochę górskich szczytów ze schroniskami, które honorują legitki HDK-a. Na pierwszy ogień poszedł Luboń Wlk - bo blisko i (podobno) łatwo. Ale że jesteśmy zdechlaki i niedorajdy (co się nie umieją logicznie spakować, tylko biorą kupę niepotrzebnych rzeczy - w czym ja zdecydowanie przoduję) to pod koniec zielonego szlaku mieliśmy juz zdecydowanie dość...
Bohaterskie rozpalenie ogniska przez M. (wilgotne drewno, które oparło się nawet "nieharcerskiej" metodzie na dezodorant :>), noc w przyjemnym (acz ciut zimnym) pokoiku w drewnianej bacówce i wio z powrotem... Wybraliśmy żołty szlak (docelowo na Stare Wierchy, my doszliśmy tylko do Zarytego) - świetna trasa! Szczególnie fajna zabawa była przy schodzeniu Percią Borkowskiego (ale za chiny ludowe z naszymi plecorami byśmy nie wyszli nią na szczyt...)

Postanowienia na następna wyprawę:
- lepsze buty (co się nie ślizgają na błocie)
- lżjeszy plecak (2 kremy do opalania to chyba przesada ;)
- jakiś solidny trening na kilka dni przed ;)

jeśli wrócimy na Luboń to obowiązkowo wchodzimy żółtym, a schodzimy niebieskim ( groty!!! )

A teraz odespać, bo jak żołty nie zmęczył, to zasuwanie z Zarytego do Rabki taaaaaaaak :)