niedziela, 1 czerwca 2008

Fanklub pierwszaków :)


Uwielbiam - pierwszaki. Po prostu uwielbiam! Kiedyś myślałam, że to najgorszy wiek... dzieci robią się takie upierdliwe (a co to jest?a po co? a dlaczego?) i przemądrzałe (a ja ci moge to policzyc. przeczytać. A Pani nam powidziała, ze co innego...itp)

A dzisiaj dostałam całą reklamówę nakrętek uzbieranych przez te maluchy. Kochane po prostu :)

W ogóle przy tej okazji tej nakrętkowej akcji odzyskałam wiarę w ludzi... Jednak nie jesteśmy tak do cna źli - byle wymagać od nas drobnostek...ale rzeczy niepotrzebnych - jak te nakrętki, które nie są pieniędzmi, ale dzięki zmyślnemu manewrowi, pozwolą zakupić kolejny wózek inwalidzki.

Biedna Monia - zbieranie zbieraniem, ale ona biedactwo to musi liczyc...

sobota, 31 maja 2008

Gitarowy lodo-łamacz

Obecnie studiuje i mieszkam w Wielkim Mieście. Wielkie miasta mają to do siebie, że człowiek wychowany w Małym Miasteczku (jak ja) czuje się w nich zagubiony, pomijany – potrącany przez niewidzący i nie-czujący niczego tłum. Tymczasem zdarzyło się coś, co pozwoliło mi poczuć, że ta masa anonimowych ludzi jest jakaś życzliwsza, ba – nawet potrafi odwzajemnić uśmiech.

***

Jest ciepły, majowy wieczór. Idę z M. przez rynek główny, ciekawszy z każdym dniem coraz bardziej. Mnóstwo ulicznych grajków, kuglarzy, straganów – jest na co popatrzeć, czego posłuchać. Nagle nasza uwagę zwrócił tłumek wokół jakiegoś grającego na gitarze mężczyzny. Dziwne – tu, po drugiej stronie, rozkłada się już grupa fireshow, a ludzie stoją przy jakimś smutasie. Podeszliśmy bliżej… bliżej staliśmy z dobre pół godziny. Facet był niesamowity – grał stare covery, ale z taki zapałem i radością, że mimowolnie wszyscy kołysali się w takt wybijanych akordów, a z czasem zaczęli z nim śpiewać J Nie obyło się nawet bez chóralnego sto lat, dla jakiejś dziewczyny, która akurat miała urodziny.

Niesamowite to było! – w sercu tego Wielkiego Obcego Miasta, śpiewaliśmy przy gitarze jak grupa kumpli przy maleńkim ognisku, gdzieś na skraju lasu…

Jak będę miała chwilę, to wrzucę kawałek nagrania ( z komórki, ale zawsze coś :)

niedziela, 11 maja 2008

Dziewczynka z bilbordu

Do posłuchania na :
dziewczynka z bilbordu

***
"Jolanta Rudnik w reportażu opisała historię dziejącą się w Koszalinie.

Kilka miesięcy temu na bilbordzie w ramach akcji "Kocham Koszalin" ukazało się zdjęcie kilkuletniej dziewczynki, stojącej na koszalińskim rynku podczas manifestacji w 1976 roku. Autorem zdjęcia jest koszaliński fotografik Zdzisław Pacholski.

Po 30. latach od wydarzenia uwiecznionego na fotografii i zamieszczonego w 2007 roku na bilbordzie Jolanta Rudnik opowiada o losach dziewczynki, jej rodziny i o tym jak zmienił się świat wokół nas."
***

Magia radia nie zniknie, dopóki będą powstawać tak piękne, poruszające reportaże... Niesamowite jak mozna zarysować emocje, obrazy, kolory, przestrzen tylko dźwiękiem!
Nie mogę jeszcze ochłonąć :)

(Ciekawe czy będzie miejsce na tak ambitne prace, jeśli zlikwidują abonament... )

środa, 23 kwietnia 2008

Fotografie Diane Arbus

Mówiła - "Chcę fotografować zło"
Zawodowy fotograf mody. Potem w swoich pracach diametralnie zaprzecza klasycznemu pojęciu piękna.
Popełnia samobójstwo w 1971.
Zabiły ją fotografie?








Okruch z dzieciństwa

Nie mogę spać od trzech nocy...
Dużo myślę - dużo sobie przypominam...
Wczoraj nie wiem jak i czemu, przypomniała mi się moja zabawa z dzieciństwa. Kiedy nie mogłam spać rozpinałam poszewkę od kołdry i wchodziłam do środka... Czułam miękką satynę kołdry...ciepło...
byłam schowana przed światem (potworami z szafy?spod łózka?), a jednocześnie pod delikatną powłoką poszewki...
Przyjemne to było...

Teraz jak się nad tym zastanawiam, to przyszła mi do głowy interpretacja, że to może to był nieświadomy wyraz chęci powrotu do łona matki?
Wtedy jeszcze nieświadomy... a teraz chyba bym się wróciła do tej "epoki" w pełni świadoma...

Świat mnie przeraża... boję się go...

poniedziałek, 31 marca 2008

"Nora" Henri Ibsen


Są takie książki, które wypada przeczytać. Na mojej liscie takich pozycji jest cała masa... a że mordowania licencjatu mam chwilowo dość, więc mała odskocznia w końcówke XIX wieku....

"Nora" Ibsena. Zaczyna się jak typowa mieszczańska sztuka (a może to skrzywienie, bo wieczór wcześniej czytałam "Grube ryby" Bałuckiego) , ale końcówka jest super....

Kobieta, która przez swoją urodę zostala poniekąd skazana na odczłowieczenie.... stając się lalką, zabawką...Najpierw cieszyła oko ojca, później męża. Odkrycie przez Helmera fałszerstwa, jakiego dokonała Nora robija ta pastelowo- radosną ułudę... Nora zyskuje świadomość i wolę buntu. Odchodzi....

Taka mi jakaś bliska ta Nora. Nie jestem z calą pewnością ładna, ale mam poczucie traktowania mnie jak dziecko (zabawki?). Rodzice....troche M....
Tylko gdzie są te drzwi, którymi można wyjść? Tak spektakularnie zatrzasnąć...
?

piątek, 14 marca 2008

Medea na dwa (trzy?) głosy


Przedstawienie odbyło się jakiś czas temu, ale nie było czasu żeby coś napisać...A może i ten spektakl musiał trochę we mnie dojrzeć?
Teatrolog ze mnie żaden, ale muszę przyznać, że ta realizacja zrobiła na mnie wrażenie.
Tylko dwie postacie - Medea...i no właśnie kto? - Parka? Jej libido/animus (który ubrany jest po "męsku", ale gra go kobieta)? sumienie?
Ta niedookreśloność intrygowała przez całe przedstawienie...

Sam spektakl był bardzo kobiecy (aż miejscami głupio mi się robiło, że przytargałam na niego M.). Specyficzne emocje, erotyzm, epatowanie wręcz cielesnym bólem, jaki przynosi tęsknota. Minimalistyczna scenografia, zarysowana tylko przez światło... I bardzo fajny pomysł z układaniem talerzy (jak fajnie zauważyła Kinga - zamiast czarów jest rytualność)...tylko gdyby zastąpić je czymś innym... może czymś na kształt glinianych mis, tykw? Też naczynia (aż mi się przypomina to szowinistyczne porównanie kobiety do naczynia..), ale w bardziej stonowanej kolorystyce...
A może tylko mi białe talerze kojarzą się ze stołówkami i barami mlecznymi?

„Medea” wg Eurypidesa i Heinera Müllera w wyk. Teatru Officium z Łodzi, reż. M. Rzepka.

Tango inaczej?

Jadę autobusem. Ścisk i trzęsienie tak bardzo, że nie da się czytać. Więc próbuje wygrzebać jedną ręką mp3 playerka z torebki, w której nawet szukając dwoma rękami, mam problem ze znalezieniem wielu rzeczy ;)
Nagle do autobusu wsiada znajoma, teatrologiczna twarz. Mnie nie poznaje (normalne...), ale znajduje jakiegoś innego kolegę...Zaczynają rozmawiać...

- Hej i jak tam?
- A fajnie, fajnie... Nie dawno skończyliśmy kręcić dokument o ludziach, dla których całym życiem jest tango...
- O, to ciekawe...
- No tak. Filmowaliśmy w ramach tego taką jedną dziewczynę. Miała na imię Paulina. Ani ładna, ani jakoś wybitnie uzdolniona tanecznie. I wszystko było zwyczajnie, gdyby nie jedna rzecz...
- Jaka?
- Ze Paulina nie słyszy... Kolejne ruchy wykonuje tylko reagując na to, co robi partner...

środa, 12 marca 2008

"Heban" Kapuścińskiego


Absolutnie najlepsza książka Kapuścińskiego - przynajmniej wg. mnie.
Gdzieś czytałam, że z dużym sentymentem odnosił się do swoich "prawdziwych książek" - dużych reportaży. W sumie nic dziwnego, "dzieło" się zawsze długo szlifuje, dopieszcza...
Ale z drugiej strony nawet one maja w sobie coś z fragmentaryczności, ulotności...i same są zbiorem ułamków poszczególnych sytuacji, przemyśleń, obrazów...

A jednak Heban - za wyczucie szczegółu. Za świetną ironię - tam gdzie trzeba. Niebanalny język i poetykę, która w jego wcześniejszych (niewyrobionych?) tekstach trochę drażniła...Opowieść tak przesyconą pasją i jakimś żarem - że aż się to udziela czytelnikowi :)
I choć to zbiór, pozornie luźnych mini-reportaży, to tworzy ciekawie przemyślana całość... z bardzo ładnym zakończeniem - opisem wschodzącego słońca. Aż się je widzi pod powiekami...

poniedziałek, 10 marca 2008

Tulipany

Wieczór. Pędzę przez ul. Piłsudskiego bo mi głodno, ciężko (ksiązki, laptoki i inne dziady) i tęskno (do M. :)... slalom pomiędzy stojącymi ludźmi, sprint przez przejście dla pieszych (bo czas zielonego dla pieszych na alejach to ułamki sekund - akurat dla staruszek, prawda?)....i jestem koło błoń....
Przede mną parka idąca pod ramię...
on trzyma za plecami śliczny bukiet tulipanów. Myślę - fajnie ją bajeruje, że niby nic, coś go boli - a kwiaty da później. Wymijam gołąbki...kątem oka widzę jakiś patyk...
nie patyk....
białą laskę. Dziewczyna zręcznie nią lawiruje przed sobą....
A kwiatów pewnie nie miał co ukrywać - na pewno je czuje...

***

Co było dalej, nie powiem ;)