środa, 23 kwietnia 2008

Fotografie Diane Arbus

Mówiła - "Chcę fotografować zło"
Zawodowy fotograf mody. Potem w swoich pracach diametralnie zaprzecza klasycznemu pojęciu piękna.
Popełnia samobójstwo w 1971.
Zabiły ją fotografie?








Okruch z dzieciństwa

Nie mogę spać od trzech nocy...
Dużo myślę - dużo sobie przypominam...
Wczoraj nie wiem jak i czemu, przypomniała mi się moja zabawa z dzieciństwa. Kiedy nie mogłam spać rozpinałam poszewkę od kołdry i wchodziłam do środka... Czułam miękką satynę kołdry...ciepło...
byłam schowana przed światem (potworami z szafy?spod łózka?), a jednocześnie pod delikatną powłoką poszewki...
Przyjemne to było...

Teraz jak się nad tym zastanawiam, to przyszła mi do głowy interpretacja, że to może to był nieświadomy wyraz chęci powrotu do łona matki?
Wtedy jeszcze nieświadomy... a teraz chyba bym się wróciła do tej "epoki" w pełni świadoma...

Świat mnie przeraża... boję się go...

poniedziałek, 31 marca 2008

"Nora" Henri Ibsen


Są takie książki, które wypada przeczytać. Na mojej liscie takich pozycji jest cała masa... a że mordowania licencjatu mam chwilowo dość, więc mała odskocznia w końcówke XIX wieku....

"Nora" Ibsena. Zaczyna się jak typowa mieszczańska sztuka (a może to skrzywienie, bo wieczór wcześniej czytałam "Grube ryby" Bałuckiego) , ale końcówka jest super....

Kobieta, która przez swoją urodę zostala poniekąd skazana na odczłowieczenie.... stając się lalką, zabawką...Najpierw cieszyła oko ojca, później męża. Odkrycie przez Helmera fałszerstwa, jakiego dokonała Nora robija ta pastelowo- radosną ułudę... Nora zyskuje świadomość i wolę buntu. Odchodzi....

Taka mi jakaś bliska ta Nora. Nie jestem z calą pewnością ładna, ale mam poczucie traktowania mnie jak dziecko (zabawki?). Rodzice....troche M....
Tylko gdzie są te drzwi, którymi można wyjść? Tak spektakularnie zatrzasnąć...
?

piątek, 14 marca 2008

Medea na dwa (trzy?) głosy


Przedstawienie odbyło się jakiś czas temu, ale nie było czasu żeby coś napisać...A może i ten spektakl musiał trochę we mnie dojrzeć?
Teatrolog ze mnie żaden, ale muszę przyznać, że ta realizacja zrobiła na mnie wrażenie.
Tylko dwie postacie - Medea...i no właśnie kto? - Parka? Jej libido/animus (który ubrany jest po "męsku", ale gra go kobieta)? sumienie?
Ta niedookreśloność intrygowała przez całe przedstawienie...

Sam spektakl był bardzo kobiecy (aż miejscami głupio mi się robiło, że przytargałam na niego M.). Specyficzne emocje, erotyzm, epatowanie wręcz cielesnym bólem, jaki przynosi tęsknota. Minimalistyczna scenografia, zarysowana tylko przez światło... I bardzo fajny pomysł z układaniem talerzy (jak fajnie zauważyła Kinga - zamiast czarów jest rytualność)...tylko gdyby zastąpić je czymś innym... może czymś na kształt glinianych mis, tykw? Też naczynia (aż mi się przypomina to szowinistyczne porównanie kobiety do naczynia..), ale w bardziej stonowanej kolorystyce...
A może tylko mi białe talerze kojarzą się ze stołówkami i barami mlecznymi?

„Medea” wg Eurypidesa i Heinera Müllera w wyk. Teatru Officium z Łodzi, reż. M. Rzepka.

Tango inaczej?

Jadę autobusem. Ścisk i trzęsienie tak bardzo, że nie da się czytać. Więc próbuje wygrzebać jedną ręką mp3 playerka z torebki, w której nawet szukając dwoma rękami, mam problem ze znalezieniem wielu rzeczy ;)
Nagle do autobusu wsiada znajoma, teatrologiczna twarz. Mnie nie poznaje (normalne...), ale znajduje jakiegoś innego kolegę...Zaczynają rozmawiać...

- Hej i jak tam?
- A fajnie, fajnie... Nie dawno skończyliśmy kręcić dokument o ludziach, dla których całym życiem jest tango...
- O, to ciekawe...
- No tak. Filmowaliśmy w ramach tego taką jedną dziewczynę. Miała na imię Paulina. Ani ładna, ani jakoś wybitnie uzdolniona tanecznie. I wszystko było zwyczajnie, gdyby nie jedna rzecz...
- Jaka?
- Ze Paulina nie słyszy... Kolejne ruchy wykonuje tylko reagując na to, co robi partner...

środa, 12 marca 2008

"Heban" Kapuścińskiego


Absolutnie najlepsza książka Kapuścińskiego - przynajmniej wg. mnie.
Gdzieś czytałam, że z dużym sentymentem odnosił się do swoich "prawdziwych książek" - dużych reportaży. W sumie nic dziwnego, "dzieło" się zawsze długo szlifuje, dopieszcza...
Ale z drugiej strony nawet one maja w sobie coś z fragmentaryczności, ulotności...i same są zbiorem ułamków poszczególnych sytuacji, przemyśleń, obrazów...

A jednak Heban - za wyczucie szczegółu. Za świetną ironię - tam gdzie trzeba. Niebanalny język i poetykę, która w jego wcześniejszych (niewyrobionych?) tekstach trochę drażniła...Opowieść tak przesyconą pasją i jakimś żarem - że aż się to udziela czytelnikowi :)
I choć to zbiór, pozornie luźnych mini-reportaży, to tworzy ciekawie przemyślana całość... z bardzo ładnym zakończeniem - opisem wschodzącego słońca. Aż się je widzi pod powiekami...

poniedziałek, 10 marca 2008

Tulipany

Wieczór. Pędzę przez ul. Piłsudskiego bo mi głodno, ciężko (ksiązki, laptoki i inne dziady) i tęskno (do M. :)... slalom pomiędzy stojącymi ludźmi, sprint przez przejście dla pieszych (bo czas zielonego dla pieszych na alejach to ułamki sekund - akurat dla staruszek, prawda?)....i jestem koło błoń....
Przede mną parka idąca pod ramię...
on trzyma za plecami śliczny bukiet tulipanów. Myślę - fajnie ją bajeruje, że niby nic, coś go boli - a kwiaty da później. Wymijam gołąbki...kątem oka widzę jakiś patyk...
nie patyk....
białą laskę. Dziewczyna zręcznie nią lawiruje przed sobą....
A kwiatów pewnie nie miał co ukrywać - na pewno je czuje...

***

Co było dalej, nie powiem ;)

czwartek, 28 lutego 2008

"Tropy" Franiszka Pika Mirandoli


Prace roczne z historii literatury to było zazwyczaj gmyranie w archaicznych formach, tematykach i wrażliwościach...Choć robiło się wszystko, żeby przemycić jakis fajny smaczek, to to i tak bywała męczarnia i straszliwa dłubanina....
W tym roku szok - opowiadania Mirandoli są świetne! Trącą takim iberoamerykańskim realizmem magicznym (choć kolejność jest odwrotna ;)
Człowiek obdarzony wiedzą, o źródle wody, a mimo to podający ja dalej do picia pracownikom...Góra pokutników, na której powstaje Hotel - pomysł podyktowany przez dziwną kreaturę...
Jest onirycznie, ironicznie i krótko - bez przegadania, ale za to z jakimi puetnami!

Najbardziej urzekło mnie ciekawe pokazanie tego, jak do "normalnego" życia wnika irracjonalność... nawet ktoś tak prozaiczny i przyziemny, jak urzędnik - telegrafista ma swoją iluminację... Woda z kranu kapiąc, uparcie podaje tajemniczy adres....

kap kap....

kap kap kap...


Muszę się nauczyć Morse'a :) Nasz kran ciągle kapie.... hmmm...czy to tylko nieszczelna uszczelka?

piątek, 22 lutego 2008

"Cesarz" Ryszarda Kapuścińskiego


Właśnie skończyłam najsłynniejszą książkę Kapuścińskiego. "Cesarz". Trochę (!) się rozczarowałam... Co prawda genialnego pomysłu opisania zmierzchu władzy Hajle Sallasjego nie z obiektywnej -zewnętrznej perspektywy korespondenta, ale od "środka" - spisując opowieści były urzędników dworskich mu odmówić nie można...Co więcej - sprytne uniknięcie moralizowania, przez ograniczenie komentarzy odautorskich do absolutnego minimum...
Ale książka się jakoś tak dłuży...szczególnie drażniła mnie ta pseudo-stylizacja w wypowiedzi niektórych dworzan...
Może mam już gust wypaczony przez gazetowe pisanie i czytanie "gazetowo" napisanych powieści?

No i czymże łoni się chwalom?

Historyjka opowiedziana przez kumpele, ale świetna :) Otóż jej mama pracuje w urzędzie miasta. Idąc kiedyś przez korytarz, słyszy taką opinię (ramolnej baby ze wsi, jak to określiła kumpela ;) :

- Widzi Pani na tych tabliczkach? no ja rozumim, że magistrom piszom, bo magistry studia skończyły. ale ten cały lic. ? no i czymże łoni się chwalom? że liceum skończyli? a cóż po takim liceum?

A mi tak w bólach ten lic. się przed nazwiskiem produkuje...eh...eh...